opress praca fotoszok sportforum sportmaniak gadulek hostil poczta blogi modeleczki zaloty chlewik
x
nadzieja-wiara-milosc blog
 


Powiadomienie

nadzieja-wiara-milosc | 2010-05-22 | 22:30:09

Muszę was powiadomić, że ten blog niestety... w pewnym sęsie mi się zniszczył. Okazało się, że mój komputer niezbyt dobrze działa na stronie blogx. Po za tym, namieszalo się w kodzie Html, dlatego przez ostatnie dni bardzo często zmieniałam szablon, na próżno jednak. Poprostu wyskakuje jakieś błąd. Dlatego korzystając z chwilii, kiedy mój komputer w miarę sprawnie działa pragnę was poinformować o tym, iż mój blog ze wszystkimi notkami zostanie przeniesiony na www.nadzieja-wiara-milosc.bloog.pl   

Pozdrawiam was

Ewa

skomentuj | (0)



Historia Mojego Zejscia, Na Dobra Droge

nadzieja-wiara-milosc | 2010-05-20 | 18:19:45

 

MAJAC W ZYCIU POD GORE

W KONCU UDA NAM SIE DOJSC NA SZCZYT!

 Wybaczcie mi te kwadraciki, obiecuje, ze w nastepnej notce ich nie bedzie

      Na wstępie powiem, że wczoraj miałam urodziny... takie szczęście w nieszczęściu. Bo dzień wcześniej zdarzył się wypadek na w-f. Pozytywną jego stroną jest to, iż pierwszy raz jechałam karetką więc byłam bardzo podekscytowana. A zła... Mam krwiaka i przez niego nie pojadę do Paryża. Miałam na najbliższy czas dużo planów: pielgrzymka, obóz sportów ekstremalnych, Hel, wyjazd na zieloną szkołę w roli wychowawcy... A zacznie się rehabilitacja, nie będę mogła przemęczać lewej nogi i przez najbliższe tygodnie, mogę się pożegnać z chodzeniem. Ale jest jedna, pozytywna wiadomość: na moje miejsce w wycieczce do Paryża, wskoczyły 2 osoby, a jedna z nich to moja dobra koleżanka. Do tego jadą za pół ceny. Cieszę się, że ktoś się cieszy, nawet moim kosztem. Jestem już spokojna.

     Wczoraj moje kochane przyjaciółki zrobiły mi ogromną niespodziankę. Z powodu krwiaka odwołałam przyjęcie urodzinowe, a ona i tak zrobiły mi niespodziankę. Wpadły do mojego pokoju z tortem, śpiewając chórem „sto lat". To najpiękniejsze urodziny w moim życiu. Jak to mówi przysłowie niedźwiedzie „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Już wcześniej wiedziałam, że to moje prawdziwe przyjaciółki, ale teraz po prostu jestem tego pewna.

   W dodatku Patryk napisał mi wiersz, znowuJ Chciał przyjść z dziewczynami, ale kończył później szkołę. Powiedział, że kiedyś jak wyda w końcu książkę i zarobi pieniądze, to kupi nam bilety do Paryża. Ja już sama nie wiem, co mam o nim myśleć, raz jest romantyczny, a raz nie. Ale ktoś mi ostatnio doradził, żebym z nim szczerze porozmawiała i chyba tak zrobię.

Postaram się za bardzo nie rozpisać, ale cóż poradzę, że grają we mnie różne melodie i każda jest warta opisania. Ale gdybym wyśpiewała je wszystkie i wylała w ten blog, to nikomu nie chciało by się czytać. Tyle tego jest...

     Po 3 latach nie chodzenia na religię, teraz wróciłam. Udało mi się. Zapełniłam tą pustkę w sercu i zwróciłam twarz ku Bogu. Już teraz wiem, że on tak naprawdę zawsze był przy mnie, tylko ja go odrzucałam. I na przekór tym, którym to nie odpowiada, znów jestem wierząca. To jest coś wspaniałego. Nie spodziewałam się, że tak bardzo będę się cieszyć, kiedy to mój ukochany pan od religii sprawdzając obecność wyczyta moje nazwisko. Czasem jednak zapomina. Przyzwyczaił się do tego, że jestem na lekcji, na takiej zasadzie, że mnie się nie bierze pod uwagę. To najwspanialsza osłoda życia, jaką kiedykolwiek czułam. Kiedy modlę się wieczorem i dziękuję Bogu za to, że znów jestem na dobrej dla mnie drodze, chce mi się płakać. To niezwykłe przeżycie duchowe. Płaczę też za każdym razem, kiedy idę do Kościoła. Moje serce bardzo przeżywa każde spotkanie z Bogiem, a ja je rozumiem i nie żałuję mu łez.

     Teraz nadrabiam stracone 3, bądź 4 lata - nie pamiętam. Dzięki temu będę mogła iść na bierzmowanie. A jeszcze pół roku temu byłam pewna, że nie pójdę, a Boga nie ma. A jednak on mnie nie opuścił. Teraz patrzę na świat całkowicie inaczej. To niezwykłe. Naprawdę niezwykłe. Kiedyś opiszę całą historię tego, jak straciłam wiarę i jak ją odzyskałam, ale to nie jest na to czas, ani miejsce. Jeszcze muszę wszystko poukładać, bo moja historia... ciągle się tworzy.

Chciałabym podziękować mojemu panu od Religii, który bardzo mi pomógł i przyczynił się, do narastania we mnie wiary: Patrykowi, który mimo to, że jest wkurzajłem i wywrócił mi wszystko do góry nogami, zasiał we mnie na samym początku kwiat, z którego to wszystko się rozwinęło, tłumaczył mi różne rzeczy w kwestii religii i umacniał; Moim wspaniałym przyjaciółką, które otarły moje łzy i poprowadziły na pierwszą od wielu lat spowiedź, zrozumiały mój żal i podtrzymywały na duchu. Nigdy wam tego nie zapomnę. Pragnę też podziękować samemu Bogu. I myślę, że najlepiej wyrażę to w... poezji. Pisałam ten wiersz o zachodzie słońca, kiedy to słońce wylewało na niebo miliony ciepłych barw, splotło z chmur wieńce i wypuściło motyle, które tam cudownie lśniły kolorami. Ostatnie promyki dnia umykały przed zbliżającą się srogi ciemnością, powoli zatapiającą cudowną, podniebną łąkę, w swych cieniach. Ehh... nie mam dzisiaj weny na opisywanie zachodu. Wiersz jest długi, więc nie traćcie cierpliwości.  

KWIATY NA FALI  NIEBA

Wiatr unosi wzrok daleko

Aż pod samo niebo

Kołysze chmury, czaruje słowiki

By te niczym duchu tuliły serce

Z tarczy miedzianego słońca

Osunęła się rozpacz

I krople łez mknęły nad światem

Mieniąc się w ostatnich promieniach wiary

A jedna z nich pękła, sypiąc nadzieję

Na głowy tych, których serca

Otwierają się na to, co niewidoczne okiem

I absurdalnie niemożliwe dla świata

Na moją głowę spadł niczym

Motyl szczęścia, delikatnie sfruwający mi na duszę

Śpiewając cicho, melodią zaćmił zwątpienie

Był jak pierwszy dzień reszty życia

I od tamtej pory zapragnęłam

Być niczym Anioł Stróż dla bliźnich

I prowadzić ich dobrą, usłaną miłością drogą

Po której sama dawno przestałam stąpać

Pomagałam fizycznie i duchowo

Nawet tym, którzy patrzyli na mnie

A w oczach mieli mgłę fałszu, która zasłoniła mi to

Co widziałam w nich dobrego

Trwałam w przekonaniu, że muszę być jak jabłoń

Rodzić świeże owoce, ale rosnąć samotnie, na poboczu drogi

I tak minęła wieczność, aż któregoś ranka

Gdy słońce budziło się, lejąc ciepłe barwy po niebie

Sama znalazłam pomocną dłoń, na końcu ramienia

Która bez słów, bez fałszu i zawiści

Prowadziła mnie, nieświadomą i niemą

Aż zdałam sobie sprawę

Jak puste było moje serce

Jak smutne melodie grała moja dusza

Dopóki sama nie znalazłam się na drodze

Którą próbowałam prowadzić innych

 A motyl tak mi zaśpiewał, że

Też jestem człowiekiem I też zasługuję

na Anioła Stróża, który i mi pomoże

Roztrzaska samotność, na siedem błyszczących łez

Wśród których jedna pęknie i nadzieję posypie

Który posmakuje jabłka i nie będzie zważał na smak

Doceni piękno i czystość serca, które w końcu

Śni spokojnie

Potem motyl odleciał, w stronę fal nieba

Na których miał swą łąkę

Usianą wieloma, szepczącymi sennie kwiatami

Komponując mieszaną, kolorową głębię

Tuląc do snu, co wieczór słońce

Które kładzie się na tej łące

I czaruje ją jak umie, póki nie zaśnie

Dziękuję ci Boże za Anioła Stróża

Który wypełnił pustkę i jest przy mnie

Dziękuję za słodycz każdego wschodu i zachodu słońca

Dziękuję za rodzinę i dom, który kocham najbardziej na świecie

Dziękuję za to, że teraz wiem, że nigdy

Nie odwróciłeś się ode mnie

Dziękuję ci Boże, za całe moje życie

Które mimo wielu przeciwności

Jest dla mnie idealne!

Pisane ze łzą w oku. Dla niektórych może sie to wydawać śmieszne, ale prawda jest taka, że Bóg czuwa nad wszystkimi, nawet nad tymi, którzy w niego nie wierzą. I nigdy nie jest za późno, by w niego uwierzyć. On każdemu da drugą szansę. Ja sama nie wierzyłam, że po tym wszystkim na nowo przyjmie mnie do siebie. Teraz wiem, że był ze mną cały czas... dziś jestem szczęśliwa. Dziękuję

skomentuj | (1)



Mój Mały Problem

nadzieja-wiara-milosc | 2010-05-16 | 12:38:57

PRZEPRASZANIE NIE PRZYNOSI UJMY, ALE TEN KTO WYBACZA, OKAZUJE WIELKODUSZNOŚĆ

Płaczę

Od razu powiem, że nie wiem dlaczego tekst w tej notce tak dziwnie się zlewa:

Witajcie. Jak wam minął weekend? Bo mi wręcz wspaniale, jak co roku w "noc muzeów" objechałam wszystkie możliwe muzea i galerie w koszalinie. I jeszcze poteńczyłam z siostrzyczką przy scenie, pobawiłam się z nią w zabieranie czapki i w "gąbke". I usłyszałam, że fajnie jest mieć taką straszą siostrę. Ehhhh... kocham moją kruszynkę.

Wiem, że w ostatniej notce pisałam, że dziś dodam wiersz pt. "kwiaty na fali nieba", ale on jest związany z historiąi refleksją mojego nawrucenia, a nie sprzyja mi dziś pisanie o tym. Dlatego wiersz dodam w następnej notce, a tu opowiem o moim ostatnim problemie, z którym borykam się od dłuższego czasu. Jest trochędługi, więc proszę o cierpliwość oraz apeluje do was, zwłaszcza do dziewczyn... POMOCY! Straciłam grunt pod nogami, a ciągle sięmiotam. Czuję sięjak wisielec, który nie może odejść w spokoju. Postawcie sie w mojej sytuacji, poradźcie mi. Wysłuchiwałam już wielu ciekawych rad, ale moi przyjaciele kierują się swoimi uprzedzeniami. Posłuchajcie...

Moja historia zaczyna sięrok temu, kiedy poszłam do nowej szkoły. Był tam chłopak, Patryk. Niezbyt ładny, ale ciągle na mnie zerkał. W końcu trafiliśmy do jednego zespołu i tak się zaprzyjaźniliśmy. Podejrzewałam, że może mu siepodobam... ale to były tylko takie podejrzenia. W następnym roku nasza przyjaźń znacznie sięrozwinęła. Spotykaliśmy się, śmieliśmy, pisaliśmy co weekend na gg czy skype po kilka godzin. Nigdy nie mielismy siebie dosyć. Wiele nas łączyło, wspólne hobby i zainteresowania, poglądy... W końcu uznałam, że się w nim zakochałam. Na początku to wiadomo, było takie małe uczucie, ale uznałam, że moze sięw coś przerodzić. Wiele razy dawał mi do zrozumienia, ze to odwzajemnia: napisał mi trochę czułą przedmowę do książki, mówił, że jestem więcej niż jego "best friend", dużo dla mnie robił. Aż w końcu po sylwestrze, powiedziałąm mu, że zależy mi na nim. A on był w szoku i poprosił o czas, jeden dzień na przemyślenia. A następnego dnia rzekł, iżboi sie, że jakbyśmy poszli dalej, a by nam nie wyszło, to przyjaźń by runęła. Uznałam poprostu, ze nie chce mnie zranić, ale nie czuje tego samego. No trudno - pomyślałam - zdarza sie. Myślałam, że ta historia na tym właśnie sięskończy, ale tak naprawdę, to dopieru sie zaczęło...

Po tym wszystkim nasza przyjaźń rozwinęła się jeszcze bardziej. Byliśmy śmielsi wobec siebie, ale ja ciągle byłam przekonana, że on nie czuje nic. Aż... wystąpiłam pierwszy raz w telewizji. zień wcześniej wspierał mnie mówiąc, że duchem będzie ze mną i, że może nawet pójść ze mną na koniec świata. To dało mi odwagę i wystąpiłam (a potem ze stresu prawie mdlałam i miałam ataki choroby). Tego samego dnia wyznał mi miłość. Byłam w szoku. Opowiedzieliśmy sobie wszytsko, jak bardzo czasem mielismy ochotę sieprzytulić, jka na siebie zerkalismy i wiele wiele innych, skrywanych do tej pory sekrecików. On był taki cudowny, wierzyłam, że moje marzenia sie spełniają. BYłam tak szczęśliwa, że oto mam pierwszego chłopaka... ale szczęście prysło następnego dnia. Mieliśmy ustalić, gdzie pujdziemy na pierwszą randkę, ale on powiedział, że za bardzo sie pośpieszył, że boi sięi to nie jest jeszcze jego czas. Poprsotu poprzedniego dnia poniosły go emocje i niewyrobił. Powiedział kilka słów za dużo. Rozmowę zakończył słowami "ja naprawdęciekocham, ale oczywiście wszystko spieprzyłem". A ja poprostu mu pomachałam, bo nie mogłam nic wyksztusić. Odeszłam i rozpłakałam się. I wiedziałam, że on też płacze. Przepraszał mnie chyba ze 100 razy, było mu tak cholernie przykro. A mi serce... pękło...

Ehhh... ale się

rozpisałam, ale jeśli kogoś to zaciekawiło, to niech słucha dalej, bo dochodzę juzdo sedna sprawy:

Następnego dnia jedyne, na co go byo stać, to dawanie mi znaków na gg. Robił sie dostępny i niewidoczny i tak w kółko. Denerwowalo mnie to. Później zadzwonił mój bardzo dobry przyjaciel, którego nazywamy Mikro. Powiedział mi coś, co sprawiło, że rozpłakałam się na dobre. Mikro był na Patryka wściekly. To z nim cieszyłam się2 dni wcześniej i to on pierwszy siędowiedział o tym, co sie stało. Był tak zły, że napisał do Patryka na N-K co o nim myśli. NA szczęście bez wulgaryzmów, dyplomatycznie. Jedyny +. A Patryk odpisał mu, pustą wiadomoscią. Westchnęłam. Tego dnia słońce leczyło moje serce "kwiatami, na fali nieba", o zachodzie słońca. Następnego dnia, Patryk znów mnie przepraszał. Móił o sobie najgorsze rzeczy, moze chciał wzbudzić litość... nie wiem. Stanęłam przed trudnym wyborem: albo nie wybaczę mu, pokaże, co stracił i będę na niego wiecznie zła, czy wybaczę mu, ukryję załamanie i nie stracę dobrego przyjaciela. Wybrałam to drugie, wybaczyłam. Ale najgorzej zdenerwowało mnie to, iż przyznał, że źle zrobił, ze stchurzył i odwołal to, że jestesmy razem. Ale było już za pozno, wszytsko zniszczył. Ale... pozostalismy przyjaciółmi.

Dziękuję tym, którzy to wszystko przeczytali. Teraz już tylko posłuchajcie końcówki:

Nic się juzpotem nie dzialo, ale uznałam, że on pomylił przyjaźń z miłością. To sie niestety zdarza, próbowalam przestać o nim myśleć, ale nie potrafiłam. Zwlaszcza, że jka poszła - fałszywa i szybko unicestwiona plotka - że mam chłopaka, był zazdrosny. Po za tym napisał mi piękny wiersz na niespodziankę od klasy, w której pojawiły się zdania typu "ma królowo, ma mistrzyni", "zawszę będe cały twój", "słodkie usta, slodkie ręce", "padam ci do stóp", "Powiedz mi, że jakbym tak mógł". I teraz, to ja już sama nie wiem, o co mu wlaściwie chodzi. Nie mam pojęcia. RAz jest dobrze, a raz nie. Pogubiłam sie we wszytskim. Jest w koińcu wobec mnie szczery, czy fałszywy? Czy mam szansęz nim być, czy nie? Grunt mi się osunął i wtedy pomyślałam: zostawie to w rękach Boga i losu. Jeśli jest mi na teraz przeznaczony, to z nim będę. A jeśli mi sie nie uda, to znaczy, "tak właśnie powinno być". Że nie jest mi przeznaczony. Dlatego teraz nie robie nic w tej sprawie.

Ale chciałabym was dziewczyny i chłopaki, jeśli któryś to przeczytał - bo to temat chyba bardziej dla dziewczyn - co wy zrobiłybyście na moim miejscu? Jak powinnam dalej postępować? Dać sobie spokój, walczyć, porozmawiać, obrazić się? To moja pierwsza w życiu usterka sercowa i czasem sobie z nią nie radze. A dzis mija dokładnie 100 dni, od czasu kiedy to wszystko się stało. Ehhh...

Dziękuję bardzo osobą, które to przeczytały, zwłaszcza, że rozspisałam się strasznie. Dziękuję równuież osobą, które do tej pory mi radziły i, które poradzą. Jestem wam wdzięczna.

skomentuj | (3)



Pierwszy Wpis :)

nadzieja-wiara-milosc | 2010-05-15 | 11:28:17

     Jestem normalną zwyczajną dziewczyna. Mam zwyczajen problemy szkolne, miłosne, czasem domowe i inne np. religijne. Miałam już kiedyś bloga i prowadziłam go, aż 2 lata. Jednak za dużo soób znało jego adres i nie mogłam pisać o różnych rzeczach, które wierciły we mnie dziurę. Trochę mi szkoda tamtego bloga, ale myślę, że ten rozwinie się równie dobrze, a nawet lepiej. Będę tu wstawiała swoje wiersze, niektóre rozdziały książek, opowiadania, przemyślenia i ogólne opisy problemów. Postaram się również, o ciekawostki i cytaty.

    No Cóż.... to może teraz coś o mnie. Mam na imię Ewa (nie posługuję się prawdziwym imieniem, gdyż jest to ryzykowne), moją pasją jest przede wszystkim pisanie powieści i innych rzeczy. Wydałam już jedną ksiązkę, ale o tym rzadko będę pisać, gdyż ktoś znajomy mógłby mnie przez to znaleźć. Interesuję się kamieniami szlachetnymi, minerałami, starożytnym piractwem, zeglarstwem i wieloma innymi rzeczami. Kocham naturę i zwierzęta. Fascynuje mnie świat ludzkiego wnętrza, który rozpatruje na wiele sposobów.

    Bloga zakładam teraz, gdyż wiele się w moim życiu, w ostatnim czasie zmieniło. Doświadczyłam pierwszych rozczarowań w miłości, zaczął się szum z powodu wydania książki (to też w pewnym sęsie trochę zmienia osobowość), przeszłam nawrucenie, znalazłam prawdziwych przyjaciół i pożegnałam się z tymi fałszywymi, którzy lubili mnie dla pieniędzy i dlatego, że dawałam sobą pomiatać. Niestety jestem osobą zbyt ufną, łatwowierną, nieśmiałą i cierpiącą na gawiedziowstręt (strach przed ludźmi i byciem w tłumie). Dlatego, często wybieram samotność.

    Cóż... jak na razie, to tyle. Żegnam się z wami, ale wrócę tu za kilka dni i zapisze kolejne kilka wersów. Podejrzewam, że dodam wiersz "kwiaty na fali nieba". Ale jak na razie: ŻYCZĘ WSPANIAŁEGO WEEKENDU!! MIMO DESZCZU SPĘDŹCIE GO SATYSFAKCJONUJĄCO

 

PS - przepraszam za błędy ortograficzne, ale to nigdy nie było moją mocną stroną. Taka rodzinna przypadłość:)

skomentuj | (0)




 

Ksiega

Linki

BLOGI ;)
Sztuka Bez Granic
Moje Wie
Club NPJM
Krzysiek

Archiwum

2010
  Maj




Blog.pl

design by gingery

image from allposters.com


 

Toruń · Muzyka · MP3 · Filmy ·